Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Bolesławiec
„Bratnia armia” w  Kraszowicach

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Nieliczni już mieszkańcy Bolesławca pamiętają klimat tamtych odległych lat, gdy jako pierwsi polscy pionierzy przybywali do tego miasta wkrótce po jego zajęciu przez Armię Sowiecką. Wielu spośród nich nie zamierzało tu pozostać, ale ostatecznie na zawsze związało z nadbobrzańskim grodem swój los.
 „Bratnia  armia”  w  Kraszowicach

 „Bratnia  armia”  w  Kraszowicach
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć. „Bratnia  armia”  w  Kraszowicach
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć. „Bratnia  armia”  w  Kraszowicach
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.

Przy okazji różnych rocznic, spotykając się czasem z młodzieżą, wspominają dni mozolnego wydobywania z gruzów kwartałów zgruchotanej zabudowy, ręcznego usuwania ton odłamków cegieł i wapiennego pyłu, porządkowania otoczenia.

Uruchamiano wtedy zamarłe zakłady, przywracano do technicznej sprawności okoliczne elektrownie wodne, tartaki i inne, ważne dla normalnego funkcjonowania odżywających miejscowości obiekty. Pierwsze polskie władze samorządowe szukały nie tylko części zamiennych czy odpowiednich narzędzi - równie poważnym problemem był brak właściwie przygotowanych fachowców.

Nieumiejętne obsługiwanie nielicznych, ale w pełni sprawnych, pracujących urządzeń doprowadzało do ich awarii – a tych nie miał kto usuwać. Sięgano więc po pomoc ciągle przebywających na tym terenie specjalistów niemieckich, w tym inżyniera Kühne, oskarżonego później o kierowanie pohitlerowskim podziemiem i straconego.

Specyficzny klimat tamtych dni jest świetnie zarysowany w przesyłanych do władz zwierzchnich w Warszawie sprawozdaniach polskiego urzędnika, pełnomocnika Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów, Michała Czarnoty-Bojarskiego. Szczegółowo relacjonował on trudności, związane z zaopatrzeniem miasta w energię elektryczną, wodę - a także zabezpieczeniem niezbędnych dostaw żywności.

Niestety – poważnych problemów dostarczał też pobyt sowieckich oddziałów wojskowych, czujących się tu zdobywcami, ignorującymi polskie władze cywilne i bezczelnie rabującymi zastane w całym powiecie dobra - zarówno w sposób „urzędowy”, jak i zupełnie prywatnie, bez oglądania się na to, kto padał ofiarą ich najść – niemieccy mieszkańcy czy przybyli tu Polacy.

Przeprowadzany demontaż maszyn i urządzeń – a wybierano przede wszystkim te najlepsze – miał często barbarzyński charakter, więcej zniszczono niż zabrano. Po przejęciu przez Sowietów elektrowni wodnej w Kraszowicach obsługę jej urządzeń komendantura wojenna powierzyła swoim armijnym „fachowcom”, jednak rychło uszkodzeniu uległa jedna z dwu turbin, eksploatowanych w tym zakładzie. Taki był efekt ponoć obficie zakrapianej opieki „specjalistów” spod znaku czerwonej gwiazdy, nie zadbali oni o smarowanie osi wirników, co doprowadziło do zatarcia łożysk.

„Bratniej armii” nie chodziło o potrzeby ludzi prymitywnie bytujących w mieście, dostawy prądu były ważne dla jej stacjonujących w Bolesławcu żołnierzy. Ci zresztą wcześniej sami przyczynili się do czasowego wstrzymania dopływu energii z Pilichowic (nazwę tą zmieniono nieco później na Pilchowice), „rozstrzeliwując” w pijackim amoku rozmieszczone na słupach izolatory linii przesyłowej.

Na szczęście pracowała ciągle główna kraszowicka turbina. Władze polskie już wcześniej domagały się przekazania elektrowni przez wojsko sowieckie, ale ostatecznie dopiero 24 sierpnia 1945 roku podpisano akt przejęcia zarówno tego zakładu, jak i zarządu nad wodociągami i kanalizacją. W przeddzień oficjalnego spisania dokumentu elektrownię zaczęli obsługiwać polscy fachowcy.

Burzliwe były też pierwsze powojenne dni młyna gospodarczego w tychże Karszowicach. Osadzony w nim wykwalifikowany polski młynarz o nazwisku Rak już po kilku dniach z niego uciekł. Do panicznej rejterady skłoniły go nocne „wizyty” pijanych mołojców. Jak pisze Czarnota-Bojarski, śmiertelnie wystraszony młynarz miał podstawy obawiać się skutków dalszego pozostawania w tym obiekcie, na jego usilną prośbę został więc zwolniony.

Kiedy z polecenia władz polskich w budynku pojawił się następny młynarz, Zakrzewski, młyn został zajęty przez podwładnych kapitana Andriejewa, komendanta obozu cywilnych obywateli sowieckich. W ten sposób obiekt, mogący dostarczać dziennie mąkę – jak to określono – „na 3000 porcji chleba” na długo został wyłączony z polskiego nadzoru.

Minęło sześćdziesiąt lat, może już nie tak ważna jak niegdyś elektrownia wodna w Kraszowicach pracuje nadal, dodając całemu otoczeniu specyficznego uroku, nie funkcjonuje natomiast od dawna młyn. W jego budynku o minionym przeznaczeniu tego obiektu świadczą resztki wyposażenia i zachowane w obejściu fragmenty starych kół młyńskich.


Zdzisław Abramowicz



o © 2007 - 2022 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Poniedziałek 27 czerwca 2022
Imieniny
Cypriana, Emanueli, Władysława

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl